I jej siostra Mała M.


Przychodnia Weterynaryjna 4 Łapy - Olsztyn




watson soma
Relaxant pills


buy soma






RSS
piątek, 08 marca 2013
Ojciec home alone

A właściwie dokładniej - tatusiek sam z córkami. Żona mnie zostawiła. Na szczęście na dwa dni ;) W sumie bardzo się cieszę, bo lubię takie dni, kiedy zajmuję się dzieciakami bez przerwy i nie muszę pracować, bo po prostu nie mogę.

Ale ten weekend zaczyna się kiepsko. Ledwie mamuśka wyjechała, a Mała B. zyskała 38,5 stopni Celsjusza i dreszcze. Syropek na zbicie temperatury i czekamy do rana. Na szczęście Mała M. zasnęła spokojnie i bez temperatury w swoim łóżeczku ze szczebelkami.

Chyba wracam do pisania bloga po dłuuuuugiej przerwie.

niedziela, 14 października 2012
Pierwsze słowa drugiej córki

Mała M. przemówiła. Ma niecałe osiem miesięcy, a już pierwsze słowo opanowała. Okazało się, że i ona najpierw nauczyła się wołać tatuśka. Tatusiek pęka z dumy (i z przejedzenia trochę też, ale już zaczyna przygotowania do tegorocznego Biegu Niepodległości, więc zrzuci brzucho).

Mała B. też najpierw nauczyła się mówić "tata". Może syn będzie mówił "mama"? ;)

A tu możecie zobaczyć wielki dzień Małej M.

niedziela, 07 października 2012
Które dziecko byś zabiła?

Siedzimy przy niedzielnym śniadanku. Mała M. swoimi dwoma zębami miętoli w ustach kawałeczki bułeczki z szynką. Jej starsza siostra Mała B. wcina grzanki z masłem czosnkowym.
- Mamo, gdybyś musiała zabić jedno ze swoich dzieci... - zaczyna Mała B.
- ?!
- To, które byś wybrała?

Łooooooooo.... naśmieliśmy się sporo. Ale też, żeby 6-latka takie pytania zasuwała....

poniedziałek, 05 marca 2012
Rzecz o cyckach

Babcia Jola, która przyjechała w odwiedziny, nadzoruje kąpiel Małej B. I taki oto dialog dobiega mych uszu:
- No masz umyć wszystko. Brzuch, nogi, cycki....
- Piersi! Mówi się piersi!
- No dobrze, dobrze, piersi.
- Cycki to ma krowa
- Krowa ma wymiona.
...
- To kto ma cycki?

Z tym filozoficznym pytaniem zostawiam Was drodzy czytelnicy bloga. Na marginesie wyjaśnię tylko, że temat piersi jest aktywny i trudno pomijalny, gdy w domu Mała M. prawie bez przerwy jest przyrośnięta do cycka...y.... znaczy do piersi mamuśki ;)

niedziela, 04 marca 2012
4 km dziecięcym rowerkiem po błocie

Dlaczego zawsze muszę porywać się z motyką na słońce - mamrotał tatusiek pchając rower środkiem Lasu Kabackiego. Na bagażniku wiózł niebieski rowerek Małej B. a na siedzonku samą Małą B.
A wszystko to przez jedno małe słowo "las". Wymknęło się to słowo tatuśkowi, gdy zakończył wielką wyprawę wokół osiedla. Bo Mała B., która dopiero jesienią zaczęła jeździć na dwóch kołach, chce teraz jeździć bez przerwy. No i kręcenie się po jednej uliczce przestało jej szybko wystarczać.

Wybraliśmy się zatem na dwa rowery na przejażdżkę przez wieś. Zakończyła się ona bardzo miło - kakao z pianką w klubo-księgarni. I tam właśnie Mała B. rozmyślała o kolejnej wycieczce, a tatuśkowi wyrwało się: "może do lasu Cię zabiorę".

Jak to usłyszała, nie było zmiłuj. Nie odpuściła. W sobotę pojawiliśmy się więc na początku Lasu Kabackiego. Błoto po pachy, ledwo można było zaparkować. Niezrażeni wyciągnęliśmy rowerek i rower, by ruszyć w stronę powsińskiej polany.

W jedną stronę (ok. 2 km) było całkiem OK. Poza lekką awanturą po dwóch przyziemieniach. Mała B. strasznie obruszyła się, że jej się rower w błocie ubrudził, i że rękawiczki trochę. Ale jakoś ją udobruchałem. No i wizja samodzielnego dojechania do polany była silna.

Powrotna droga zaczęła się nieco gorzej. Mała B. miała już w nogach wcześniejsze 2 km, oraz bieganie po polanie. Dlatego po trzech przepedałowaniach stwierdziła kategorycznie, że jednak woli popchać, bo jest straszliwie zmęczona.
Skończyło się tak, jak na wstępie. Tatusiek zaczął pchać, a córka sprawy nie ułatwiała.
- Lodu takiego z kałuży nie można lizać, prawda? - zwróciła się do ojca, trzymając kawałek brudnego lodu przed ustami.
- No Basia... - odrzekł wkurzony pchaniem rodzic. - O takie rzeczy chyba już nie musisz pytać...
- Ale przecież ja nie pytam - tokowała (ach te baby). - Gdybym pytała, to bym powiedziała CZY LÓD MOŻNA LIZAĆ, a przecież tak nie powiedziałam!

Tatusiek nie kontynuował rozmowy, kontynuował pchanie. Na szczęście po 300 m udało się córkę namówić na kontynuowanie pedałowania. Była dzielna. Dojechała do auta, w którym (niech tego mamuśka nie czyta tylko!) zostawiliśmy przygotowany prowiant i napój na wycieczkę.

Jestem dumny z takiej rowerzystki. I czułem się niezwykle szczęśliwy z tego, że mogę już z córką jeździć na rowerowe wyprawy.

Mała B Powsin Las Kabacki rower

sobota, 25 lutego 2012
Siostra dla jedynaczki. Czyli mała B. i jeszcze mniejsza M.

Już nic nie będzie takie samo. Nawet podtytuł bloga. Bo teraz jest nas już tylu, ilu pancernych. Czyli czterech i pies. Wprawdzie Hela to nie Szarik, no i w składzie zaledwie jeden facet (tatusiek), ale ekipa równie silna.

A wszystko to, bo mamy drugą córkę! TADAAAAAAAM!

Zrobiliśmy sobie. A co! A co można lepszego dać komuś niż życie? No? Co?

Mała M., siostra Małej B. urodziła się w sobotę. Jest urocza i na razie (odpukać! odpukać!) nie daje nam tak w kość, jak jej siostrzyczka w tym wieku. O tych wszystkich różnicach, także w szpitalu i karmieniu, napiszę oddzielnie - jako poradnik i przestrogę dla tych, którzy będą mieli pierwsze dziecko. My dopiero przy drugim nie daliśmy się zmanipulować złemu systemowi opieki w tym kraju (rodzić po ludzku - to dopiero ironia).

Zachłyśnięty szczęściem nie będę się rozwlekał, tylko przedstawię nowego członka rodziny. Ale, żeby nie było tak łatwo, sami zgadnijcie, która to Mała M., a która Mała B. w jej wieku :)

 

wtorek, 20 grudnia 2011
Będzie LEGO dla dziewczynek, ale dopiero na Wielkanoc

Niedawno pisałem, że LEGO dyskryminuje dziewczynki. I że w związku z tym Mikołaj albo Gwiazdor ma zadanie utrudnione (bo jak tu przynieść takiej Małej B. komisariat policji albo cysternę i rycerzy, skoro jej to absolutnie nie kręci).

Marną pociechą były dwa domki z serii CREATOR i słaba seria BELLA VILLA.

Ale to się zmieni. Dowiedziałem się, że LEGO dostrzegło w końcu klientów z kucykami i warkoczykami. Będą serie kloców dla dziewczynek. W polskich hurtowniach w kwietniu pojawi się seria LEGO FRIENDS.

O takie na przykład:

Niestety wszystkie, jakie widziałem pozwalają na dużo mniej kreatywną zabawę, niż zestawy chłopięce. Ale co tam. Ważne, że w ogóle jest postęp.

A teraz państwo wybaczą, już nie mogę się dłużej porozpisywać, bo muszę zająć się karpiem. Gdyż karp usadzony w galarecie zasili rodzinną wigilię, na którą to lada dzień wybieramy się wszyscy. Mała B. odlicza dni do spotkania z Gwiazdorem.


wtorek, 06 grudnia 2011
Znów będę ojcem... córki

Nie wiem, jak to jest ale poczułem się dziwnie przygnębiony, gdy dziś na badaniu USG lekarz stwierdził: dziewczynka.

Kocham moją pierwszą córkę – Małą B. Nie zamieniłbym jej na żadnego syna. Ale czekając na drugie dziecko robiłem sobie taką małą, malutką wewnętrzną nadzieję, że będziemy mieli też chłopca. Tym bardziej, że to prawie na pewno nasze ostatnie dziecko. Wyobrażałem sobie, że kiedyś będę z nim kopał piłkę, bawił się resorakami, pistoletami i takie tam męskie zajęcia...

Ale nie. Nie będę miał syna.

Zaraz po USG zrobiło mi się przykro. Nie dlatego - broń Boże – że nie chcę kolejnej wspaniałej córki. Bardziej dlatego, że nie zrobię już nigdy w życiu tych męskich rzeczy z własnym synem. Że pewne sprawy, przeżycia, doznania, w moim życiu są już niemożliwe.
Pierwszy raz doznawałem tak ambiwalentych uczuć. Ogromna radość podszyta lekkim smutkiem. Taka mała łyżka dziegciu w ogromnej beczce miodu. Mamuśka też odczuwała coś takiego, ale znacznie słabiej.

Teraz cały smuteczek gdzieś się w tej radości rozpłynął. Ulotnił się i nie czuję zupełnie żadnej zadry. Już tylko radość. Że moja kochana DRUGA (pamiętacie "Historię kina w Popielawach"?) jest zdrowa, piękna, i że sobie piąstkami buzię zasłaniała podczas badania. I że niebawem będziemy mieli taką większą fajną rodzinę.
Dzielę całą tą radość z Małą B., która od początku prosiła o siostrzyczkę i dziś rano żartem (ale jednak) zaznaczała, że jak będzie braciszek, "to go wywali z domu", a po południu już po wiadomości od mamy podskakiwała z ekscytacji.


Bo jedna córka to skarb, a dwie - o ho ho!!! A poza tym jest kilka rzeczowych argumentów:
- przy dużej różnicy wieku wynoszącej prawie 6 lat, to córki będą miały lepszy kontakt niż siostra z bratem w analogicznej sytuacji 
- córki są tatusiów (wiadomo)
- łatwiej o sukces sportowy w kobiecym sporcie (może być debelek, albo i dwie singlistki)
- dziewczyny są grzeczniejsze
- dziewczyny mogą robić dokładnie wszystko to co chłopcy: vide Mała B. (oprócz sikania w pewien sposób – a i tu są wyjątki, o czym Wam napiszę niebawem)

Pozostaje nam tylko jeden problem. Imię dla chłopca udało nam się już jakoś uzgodnić. Dla dziewczynki wciąż nie możemy się zdecydować. Ciekawy jestem, co sądzicie o propozycjach, które omawiamy najczęściej.

darmowe ankiety



wtorek, 29 listopada 2011
LEGO dyskryminuje dziewczynki!

Mikołaj vel Gwiazdor zapytał tatuśka, z czego też w tym roku ucieszyłaby się Mała B. Okazało się, że ma taki sam pomysł – rozpoczęcie przygody z nieśmiertelnymi klockami LEGO. I co? I chyba jajco. Bo legendarne klocki mają w DUPLO dziewczynki.

Samolot, motorówka, policyjny komisariat, straż pożarna, ciężarówki, rycerski gród, podwodne potwory, kosmiczne statki, samochodowe wyścigi, piraci – nie ma sprawy. A dla dziewczynki? Marne namiastki domków dla lalek i jakieś pacześniackie malutkie zestawy domków z ludzikami we wiaderkach i dziadowskie z hello kitty.

LEGO ma kilka kategori.
Dla chłopców co najmniej 15 serii: Star Wars, City, Technic, Racers, Hero Factory, Atlantis, Bionicle, Pirates, Kingdoms, Castle, Power Miners, Space Police, Ben 10, Indiana Jones, Prince of Persia.
Dla dziewczynek seria jedna: belville. I to słaba.

Nie liczę drobnych zestawów z okupującym zewsząd zabawki hello kitty, czy takich ogólnopłciowych jak Harry Potter czy Toy Story. Od biedy wybrać można coś z zestawów Creator. Ale to zaledwie dwa domki. Reszta chłopięca raczej albo beznadziejna.

Oczywiście moja córka, jak tylko będzie chciała, będzie miała straż pożarną, komisariat i potwory z Ben 10. Bo ja nigdy nie wtłaczam jej w te dziewczęco-chłopięce schematy i sam podsuwam czasem zabawki, które są dla chłopców.
Ale wiem już z doświadczenia, że takie chłopięce zestawy LEGO jej tak bardzo nie kręcą.

I co ja mam powiedzieć Mikołajowi? Że legendarna fabryka pozbawia tak wielkiej przyjemności moją córkę?

Źle się dzieje w państwie duńskim...

LEGO

niedziela, 27 listopada 2011
Jak niepłakać przy szczepieniu

Dziś z dawno nie rozbudowywanej serii instrukcje (tak, tak, lubię Cortazara. Zwłaszcza te: jak płakać oraz jak nakręcać zegarek)

Do niepłakania przy szczepieniu potrzeba:
- wezwanie z przychodni POZ (które można odebrać miesiąc później, bo się  przeprowadziło i adres się zapomniało nowy podać. Ale dobra sąsiadka przyniosła)
- dziecko odpowiadające danym na wezwaniu
- rodzica (tu chyba najlepiej ojca jednak)
- przychodnię (może być taka, przy której nie ma nigdy miejsc parkingowych, więc ma się jeszcze czas na relaksujący spacer od samochodu do lekarza)
- panią pielęgniarkę z igłą, strzykawką i niegroźnymi zarazkami np. polio (ach... to akurat na język. nie wyszło mi)

Sposób postępowania:
Dziecko, najlepiej ze spokojnego chowu i inteligentne, doprowadzamy do stanu zaufania rodzicom – przy czym okres ten powinien znacznie poprzedzać wycieczkę do przychodni, a właściwie trwać od okresu niemowlęcego. Następnie informujemy o konieczności udania się do właściwej przychodni zdrowia celem podania szczepionki. (oprócz Cortazara lubię też słuchać jak mówią policjanci, albo czytać ich notatki służbowe).
Dziecko dopytujące rozczarowujemy: owszem szczepienie będzie podane za pomocą iniekcji – najpewniej podskórnej.
WAŻNE. Nie oszukujemy i przyznajemy, że będzie bolało. Ale zaznaczamy też, że będzie to ból mniejszy niż przy pobieraniu krwi (ma to zastosowanie u dziecka, które takie pobieranie już przeżyło i wie, czym to pachnie). I – co może mieć zasadnicze znaczenie – znacznie krócej trwający.
Obrazujemy podobieństwo do użądlenia pszczoły, aby – po uzyskaniu połączenia z odpowiednio wykształconym w umyśle dziecka polem semantycznym – uzyskać kolejny efekt łagodzenia (tu samo przeżycie użądlenia nie jest koniecznie – wystarczy, że dziecko kiedyś obserwowało – jak w naszym przypadku – że ojca pszczoła ucięła).
Przed wyjściem i w drodze do przychodni upewniamy małego pacjenta, że to nic strasznego. Budujemy w nim poczucie, że jest on dzielny, wytrzyma i nawet pewnie nie stęknie. Bo jest wielkim bohaterem.
Dziecko, które całą drogę opowiada, jak to ono się nie boi, może przeżyć krótkotrwałe załamanie poczucia własnego bohaterstwa i przyznać tuż przez zabiegiem, że jednak się boi. Nie reagujemy nerwowo. Uspokajamy po raz kolejny.

Sprawdzanie prawidłowego wykonania:
Gdy dziecko siedzi spokojnie i spogląda, jak pani pielęgniarka wbija mu igłę w ramię. Gdy na jego twarzy nie pojawia się nawet grymas (nawet grymas, powiadam!). Gdy z uśmiechem przytrzymuje wacik i mówi „do widzenia” pani pielęgniarce. Wówczas możemy być pewni, że niepłakanie przy szczepieniu wyszło nam wzorcowo.

PS. Samo płakanie przy szczepieniu złe nie jest. Ważne, by nie było histerii. Bo łzy czasem po prostu popłyną z bulu (pisownia zgodna z lansowaną przez głowę państwa).

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13