W małym świecie małych ludzi są sprawy wielkie




counter widget
web counter

buy soma






Blog > Komentarze do wpisu
To dziecko nas wykończy

To już pewne. Prędzej czy później się nie obudzimy, albo weźmiemy kąpiel z suszarką.

Mała B. wyznała ostatnio mamuśce podczas zabawy w jej pokoiku, że: "jak wy umrzejecie, to będę duża jak Pipi Langstrump i caaaaaaaaaały dzień będę jadła słodycze!".
Jedyne co nas ocala, to fakt, że Mała B. jeszcze nie zdaje sobie sprawy z tego, że "umrzejenie" można przyspieszyć ;)

 

Tatusiek zastanawia się, na ile wyznanie to ma związek z ROS (Radykalnym Ograniczeniem Słodyczy). Akcję taką wprowadził, gdyż uważa, że jeden cukierek albo lizak w nagrodę za zjedzone śniadanko (albo tak w ciągu dnia po prostu) zupełnie wystarczy. Oczywiście zdarzą się dni, kiedy słodyczków będzie więcej, ale generalnie - szkoda zdrowia Małej B.
ROS połączył tatusiek z ROT (Radykalnym Ograniczniem Telewizji). Po prostu koniec królowania teletubisiów i nękania rodziców kilka razy dziennie, żeby coś tam włączyli na DVD. Wyłączamy telewizor i uruchamiamy go tylko, gdy jest taka potrzeba (rano, gdy tatusiek jeszcze drzemie, a Mała B. niezbyt rozbudzona jeszcze leży obok tatuśka; oraz gdy tatusiek musi sprawdzić, co dzieje się w kraju; i na dobranoc są obowiązkowo Flinstonowie). I zamiast gapić się w ekran, bawimy się. Ostatnio do południa wycinaliśmy stemple z ziemniaków, było super.

Szkoda tylko, że Mała B. akurat od wczoraj ma zatkany nos i katar. Na szczęście zero gorączki i kaszlu. Zapodajemy syropek na przerośnięty trzeci migdał, wciskamy czosnek (nawet nie marudzi, jak go przemycamy do jedzenia), robimy mleko z miodkiem.
Dobrze, że Mała B. od urodzenia chętnie połyka wszystkie lekarstwa, sama siada z aparatem do inhalacji i w ogóle nie marudzi :)

PS. Do zdjęcia anegdota gratis:
Było to na wakacjach. Tego dnia na basenie Mała B. miała jakieś zabawki ze sobą. Ale strasznie spodobało jej się, jak dzieci bawią się pistoletami na wodę. Podczas dreptania do kawiarenki subtelnie - bo ona nie z tych, co rzucają się na glebę - wyznała tatuśkowi, że: takie pistolety są bardzo fajne, prawda? I ani słowa o tym więcej. Choć tatusiek widział, jak świeciły jej się do tego oczy. Swoją postawą tak rozmiękczyła tatowe serce, że zaraz pobiegł do sklepu po ten upragniony pistolecik. Psikaliśmy wujka Ernesta, ciocię Hanię, mamuśkę i było bosko.

środa, 18 listopada 2009, mcbet

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki: