|
counter widget
|
Blog > Komentarze do wpisu
Bratewka. Szewczyk oczywiscie
Mała B. ma dopiero trzy lata, a już dwa razy była na wakacjach za granicą, leciała Airbusem A320, była na filmie w Imax (to akurat traumatyczne przeżycie dla niej – tu o tym wspominałem), pływała statkiem po Adriatyku i sama obsługuje YouTube (o czym z kolei pisałem tu). Ale nigdy jeszcze, nigdy nie była w teatrze. Takim prawdziwym dla dzieci. Teraz i to można odznaczyć na liście życiowych przygód. Wszystko zaczęło się zupełnie niewinnie, tak jak nasza ostatnia wyprawa do sklepu muzycznego po kostkę do gitary, podczas której zupełnie przypadkowo porzuciliśmy auto na Ursynowie i pojechaliśmy metrem do centrum - a tam weszliśmy do PKiN (bo koniecznie chciała zobaczyć, co tam w tym pałacu jest - pewnie słowo pałac działało jej na wyobraźnię). Wtedy tatusiek spojrzał na zegarek. Była 10.50. A przedstawienie miało zacząć się o 12. Musielibyście widzieć błyskawiczną naszą akcję. Mała B., której niestety bąknąłem coś o szewczyku Dratewce tak się ucieszyła, że zobaczy teatrzyk, że podporządkowała się wszystkim komendom. Nie uciekała przed ubieraniem, nie błaznowała, za to bez przerwy dociekała: A ten smok?! To dlaczego?! Na szczęście dojechaliśmy na czas. I dostaliśmy nawet fajne miejsca. Przedstawienie podobało się Małej B. ogromnie, choć było z rodzaju tych, że to bajka w bajce jest opowiadana i aktorzy łażą po scenie z kukiełkami w rękach. Śpiewała piosenki razem z dzieciakami. Z zainteresowaniem śledziła fabułę. Strasznie też podobało jej się składane krzesełko :) Gdy wyszliśmy pytała tatuśka, czy jeszczce tu przyjdziemy. Potwierdziłem i dodałem, że na inną bajkę. Prawie pobeczała się ze złości, bo ona chciała NA TĄ!!!! NA BRATEWKĘ!! Co jeszcze raz potwierdza, pod jakim była wrażeniem. Ostatecznie dotarło do niej, że można jeszcze oglądać tu inne, równie fajne bajki. W domu od razu musieliśmy wyciąć kartonowy teatrzyk, zakupiony po przedstawieniu. Z tymi samymi lalkami Bratewki i innych, tyle, że mikro i z papieru. Na pewno będziemy tam jeździć choć raz w miesiącu. Żadne tam telewizyjne pierdoły nie zastąpią teatrzyku (tu tatuś z rozrzewnieniem wspomniał, gdy sam siedział na sali w toruńskim Baju). PS A sponsorem dzisiejszego wpisu jest Żywiec 0,65 PS2 Szkoda, że TVP nie zapodaje, jak kiedyś (np. w ferie zimowe zawsze było) teatrzyków dla dzieci. To była by misja. A nie jakieś grają, srają i bzykają. PS3 Zdjęć w teatrzyku nie robiliśmy (jak niektóre panie wychowawczynie od hord z autobusów), za to zamieszczamy nasze wspólne z Małą B. rękodzieło: Pana Dynię 2009. Nie mniej straszny, od dzisiejszego STRASZNEGO SMOOOOKA, ŁAAAAAAAAAAAAA!!! (tak Mała B. do wieczora dzieliła się z mamuśką teatralnymi przeżyciami).
wtorek, 03 listopada 2009, mcbet
TrackBack
Komentarze
Gość: Berek, e1-164-s1.elartnet.pl
2009/11/04 21:56:56
O mamo, jaka dynia przecudna! Zaczynam żałować, że mnie się drążenie dyni tylko śniło...
2009/11/07 21:46:21
Łobożenku, dynia WYMIATA! Nie jakieś tam chamsko wycięte otwory - tutaj mamy do czynienia z arcydziełem sztuki rzeźbiarskiej. Trzeba to wstawić do Zachęty albo do CSW :))
|