Tatusiek jest zdumiony. I to podwójnie. Po pierwsze dlatego, że zaczął rozumieć jak niebezpieczny jest internet. Po drugie dlatego, że tak szybko musiał zacząć to rozumieć.
Dokładnie chodzi o to, że całkiem niedawno tatusiek zostawił Małą B. z laptopem sam na sam. No i w tym lapku - jak to często - zapuścił jej na YouTube jakiegoś tam Zająca Poziomkę. I z przerażeniem dosłyszał z łazienki, gdzie sobie jeździł żyletą po twarzy, że w pokoiku nie rozbrzmiewają już śpiewy niejakiego Poziomki, tylko drą mordy niejacy Kulfon i Monika.
Kiedy tatusiek wpadł do pokoju i nie potrafił sobie jeszcze uświadomić co się stało, Mała B. wyjaśniła rzeczowo, że ona sobie tak „sama włączyłam”. – Ale jak to zrobiłaś? – dopytywał tatusiek, bo nigdy jej tego nie uczył. – No tą wskazówką tak kierowałam – pokazała Mała B. I normalnie kursorem najechała na jakiś filmik i kliknęła klawiszem, żeby się włączył. Zdumienie – tak, to dobry wyraz. Bo i zdziwiony był tatusiek i za razem dumny. Taka trzylatka, a bystra! Tylko patrzy tymi swoimi malutkimi oczkami, co tatusiek pstryka i rach! ciach! „sama wie”.
No ale oprócz zachwytów są też z tym małe kłopoty. Czemu? Lem powiedział, że zanim nie poznał internetu nie wiedział, że tylu idiotów jest na świecie. Więc część z tych idiotów, albo pryszczatych gimnazjalistów, którzy jeszcze nie załapali się na randki, robi mnóstwo dziwnych filmików i wrzuca na Tube. I co? I Mała B. zostawiona znów tam kiedyś sama, zapodała sobie piosenkę o pszczółce, która kończyła się zaśpiewem słownomuzycznym że: zrobimy wielką kupę i zerż... Maji d...
I jeszcze była obrażona, że tatusiek jej wyłączył. A jak tłumaczył, że tam brzydkie słowa są, to krzyczała, że właśnie te słowa są fajne.
Dobrze, że nie powiedziała, żebym spier..., co się już niestety - bo jestem raptus i czasem przeklinam – zdarzyło.